poniedziałek, 05 luty 2018 00:00

"Duchy" japońskich żołnierzy.

Wojna niesie ze sobą różnego rodzaju ofiary. Tak też było podczas II Wojny Światowej, która ogarnęła naszą planetę niczym plaga i żarliwe ucztowała na większości kontynentów. W Polsce, żadko mówi się o wojnie na Pacyfiku. To tam istnieją opowieści o kilku japońskich żołnierzach, którzy walczyli przez lata, a nawet prze dziesięiolecia po oficjalnym zakończeniu wojny. Ci żołnierze utknęli w otchłani i w pewnym sensie stali się żywymi duchami, zagubionymi w świecie i uwięzionymi we własnej koszmarnej pętli. Oto niektóre z bardziej intrygujących opowieści.

Jednym z najbardziej znanych "duchów" japońskich żołnierzy był oficer wywiadu cesarskiej armii. Na imię miał Hiroo Onoda. Wywodził się ze stosunkowo normalnej rodziny i był pracownikiem firmy handlowej. Rozpoczął karierę w Carskiej Japońskiej Armii Piechoty, ale udał się na szkolenie i został oficerem wywiadu w stopniu porucznika. Onoda został wysłany na Filipiny wkrótce po tyj jak Japończycy najechali ten kraj 7 grudnia 1941 roku. Stacjonował na wyspie Lubang, położonej około 120 km na południowy zachód od Manili.

Amerykanie wyzwolili do marca 1945 roku wyzwolili Manilę i ruszyli dalej. Ale siły japońskie były w tych okolicach bardzo rozdrobnione i zdezorientowane, a wielu z nich kontynuowało wojnę partyzancką przez wiele lat. Jednym z nich był Onoda, który wraz z kilkoma innymi żołnierzami atakował wroga ilekroć nadarzała się okazja. W przeciągu kilku następnych lat jego towarzysze albo poddali się albo zginęli. Sam Onoda kontynuował walkę przez następne 29 lat. Onoda nie otrzymał informacji, o zakończeniu wojny, a nawet gdy usłyszał, że jego kraj się poddał nie chciał w to uwierzyć. W jego oczach wojna wciąż szalała, a on miał rozkazy i był im posłuszny. Żył samotnie w dżunglach Filipin. Napadał na farmy, kradł żywność lub zwierzęta, a także często strzelał do ludzi. Obserwował niebo w obawie przed bombowcami, a także drogi w obawie przed patrolami. Dbał o kondycje fizyczną i o własną broń. W swojej relacji opowiadał "Każdy japoński żołnierz był przygotowany na śmierć. Jako oficer wywiadu musiałem prowadzić wojnę partyzancką i nie umierać. Musiałem wypełniać moje rozkazy, bo byłem żołnierzem. Gdybym nie mógł tego wykonać, czułbym wstyd".

W miarę upływu lat podejmowano wiele wysiłków, aby wywabić Onodę i go schwytać, ale było to bezowocne. Nawet jego rodzina i przyjaciele próbowali przy użyciu ulotek czy głośników namówić go by wyszedł z lasu i zaprzestał walki. Niestety Onoda nie dał się przekonać. W głębi duszy wciąż był przekonany, że to wszystko jest pułapką wroga.

20 lutego 1974 roku poszukiwacz przygód Norio Suzuki udał się do dżungli w poszukiwaniu Yeti. To on odnalazł Onodę, który później opowiadał o swoim pierwszym spotkaniu z Suzuki. "Gdyby nie nosił skarpetek, mógłbym go zastrzelić. Ale miał na sobie te grube wełniane skarpety mimo, że nosił sandały. Wyspiarze nigdy nie zrobią czegoś tak absurdalnego. Spojrzał na mnie i zasalutował. Potem znów zasalutował. Ręce mu drżały, a przysiągłbym, że jego kolana też. Zapytał: Czy ty jesteś Onoda-san? Tak, jestem Onoda. Naprawdę, porucznik Onoda? Skinąłem głową i on kontynuował. Wiem, że miałeś długi i ciężki czas. Wojna się skończyła. Czy nie wrócisz ze mną do Japonii? Jego użycie uprzejmych zwrotów w języku japońskim przekonało mnie, że musiał wychować się w Japonii, ale zbytnio się spieszył. Czy on myślał, że mógłbym tak po prostu stwierdzić, że wojna się skończyła i szybko wrócę z nim do Japonii? Po tych wszystkich latach zdenerwowało to mnie".

Podczas spotkania, przekazał Suzuki, że jedynym sposobem by zszedł z pola bitwy to polecenie przełożonego. Niedługo potem wiadomość ta trafiła do przełożonego Onody, byłego majora Yoshimi Taniguchi, który od dawna stał się skromnym handlarzem książek. Taniguchi zgodził się wrócić na Lubang w 1974 roku, gdzie spotkał się ze swoim o 52 lata młodszym oficerem, który był teraz brudny i nieco przemęczony. Wciąż nosił swój stary mundur, karabin i miecz. Po tym jak Onoda poinformował Taniguchi o swoich dokonaniach i o zebranych informacjach, przełożony wyjaśnił mu, że wojna zakończyła się dawno temu. Odczytał mu nawet oficjalną deklarację poddania. Przewieziono go do Manili, gdzie podporządkował się prezydentowi Filipin, który następnie go ułaskawił.

Kiedy wrócił do rodzinnej Japonii jego historia była wielką wiadomością. Traktowano go jak bohatera. Po pewnym czasie napisał pamiętnik "No Surrender: My Thirty-Year War". Jednak Onoda nigdy tak naprawdę nie przystosował się do życia w domu, ani do nowoczesnego społeczeństwa, które mieniło się bardzo od czasu który pamiętał. Postanowił porzucić Japonię i udał się do Brazylii. Zamieszkał w małej odległej wiosce gdzie zajmował się hodowlą bydła. W 1984 roku postanowił ożenić się i wrócić do Japonii, gdzie stworzył szkołę przetrwania o nawie Onoda Shizen Juku. Zmarł w styczniu 2014 roku w wieku 91 lat na zapalenie płuc.

Innym znanym żołnierzem duchem był Shoichi Yokoi, który przed wojną był krawcem. W 1941 roku został powołany do służby w Mandżurii, po czym został wysłany do Guam. Po ataku na wyspę Guam przez Amerykanów, Yokoi i inni podobni do niego znaleźli się rozproszeni, pozbawieni przywódcy i pozostawieni sami sobie. W ciągu kilku lat ich liczba szybko zmalała, ale Yokoi przetrwał głownie dzięki swojej przebiegłości, zaradności i chęci jedzenia czegokolwiek. Węże, żaby, szczury, owady, ślimaki wszystko było w jego karcie dań. On był niezwykle utalentowany w wytwarzaniu pułapek. Wiedział jak zacierać ślady by uniknąć wykrycia. Wiedział jak się kamuflować i stworzył efektowne rozbudowane podziemne schronienie. Do 1964 roku wszyscy towarzysze Yokoi zmarli z różnych powodów.

Przez ten cały czas Yokoi był przekonany, że jego rodacy powrócą by go uratować, a w przeciwieństwie do Onody po prostu próbował pozostać przy życiu, aż nadejdzie ten dzień. Nie kontynuował swojej misji, chciał przeżyć. Stał się cieniem, był zdziczały i wykończony. Był stworzeniem z lasu, widmem. Od czasu do czasu był widziany przez tubylców i zyskał popularność podobną do Yeti czy Bigfoota. Po 28 latach tej niepewnej egzystencji 24 stycznia 1972 roku, Yoki został znaleziony przez lokalnych myśliwych. Obawiając się, że przyszli go zabić walczył chwytając ich karabiny i szamocząc się z nimi. Został schwytany. Sam błagał myśliwych by go zabili, a ciało zostawili w lesie. Dla niego było hańbą, że został schwytany.

Podobnie jak Onoda, Yokoi wrócił do Japonii. On również stwierdził, że nie jest w stanie ponownie przystosować się do życia w cywilizacji. Nie zaakceptował szybkiego rozwoju Japonii. Z powodu rozczarowania i braku akceptacji odbywał liczne podróże do Guam. Zmarł w 1997 roku w wieku 82 lat.

Sakae Oba, przed wojną był skromnym nauczycielem w cichej publicznej szkole. Dołączył do 18 Pułku Piechoty Cesarskiej Armii Japońskiej w 1934 roku. Walczył w Chinach podczas chińsko-japońskiej wojny w 1937 roku. Później po wybuchu II Wojny Światowej znów przydzielono go do Chin, a stamtąd na wyspę Saipan gdzie objął kierownictwo pułku. W lutym 1944 roku, on i około 600 innych mężczyzn zostało pozostawionych samotnie na Saipanie po tym jak ich statek, Sakito Maru został zatopiony przez amerykańską torpedę. Przegrupowali się by dołączyć do innych japońskich sił na wyspie. Niedługo potem rozpoczęła się bitwa o Saipan - 15 czerwca 1944 roku. Podczas ataku amerykańskich Marines Sakae Oba i jego ludzie ukryli się na górze Tapochau. Jednak bez nadchodzących dostaw, posiłków i wyczerpaniu amunicji wojska japońskie stanęły w obliczu klęski. Skazani na zagładę i zrozpaczeni postanowili wyjść w blasku chwały. Około 4000 ludzi przeprowadziło masowy samobójczy atak na wroga w dniu 7 czerwca 1944 roku. Zaskoczyło to Amerykanów, a bitwa zamieniła się w masakrę. Po zakończeniu rzezi, prawie każdy japoński żołnierz został zabity, a rząd japoński oświadczył, że wszyscy zginęli honorowo w wielkiej bitwie.

W rzeczywistości niektórzy przetrwali w tym Sakae Oba, który przejął dowództwo nad 46 osobami ocalałymi z masakry. Udali się na górę Tapochau by uniknąć wykrycia. Sakae Oba i jego żołnierze atakowali amerykańskie pozycje. Byli w tym tak dobrzy, że stali się cierniem po stronie Amerykanów. Marines prowadzili patrole, by wykryć grupę. Sam Sakae Oba zyskał przydomek Lis. Historyk i przewodnik turystyczny Gordon Marciano opowiadał o tym przezwisku "Był tak sprytny, że nawet gdy amerykańscy żołnierze ustawili kino na polu niedaleko obozu, to on się zakradał i oglądał sobie filmy".

Zastawiali na niego różne pułapki, ale on potrafił się wymknąć. Dodatkowo pomagał pojmanym Japończykom i zabierał ich w góry by ukryć się w jaskiniach. Często amerykanie przechodzili tuż obok niego, a on kamuflował się w taki sposób, że nie można było go dostrzec. Doprowadzało to do frustracji amerykańskich żołnierzy. Już po oficjalnym zakończeniu wojny, Sakae Oba i jego grupa nie chcieli uwierzyć, że to prawda. Nawet zdjęcia Hiroszimy po ataku były dla nich zwykłą podróbką. Swoją walkę prowadzili przez 16 kolejnych miesięcy, a ich grupa nieustannie nękała tysiące amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Saipanie. Dopiero w listopadzie 1945 roku Sakae Oba został przekonany do poddani się po długie walce. Generał dywizji Umahachi Amo pokazał mu, że II Wojna Światowa, rzeczywiście się zakończyła i przedstawił mu oficjalne pisma nakazujące mu i jego bojownikom ustąpienie.

Kiedy został odesłany do Japonii, nie otrzymał przywileju bohatera jakim cieszyli się Onoda i Yokoi. Był traktowany jako bezwartościowy tchórz, który utracił swoją szansę na śmierć w czasie samobójczego ataku. Jego los potoczył się lepiej niż wcześniejszych panów. Został odnoszącym sukcesy biznesmenem. Zmarł w wieku 78 lat 8 czerwca 1992 roku. Jego historia stała się przedmiotem kilku książek.

Jednym z ostatnich sławnych duchów był Teruo Nakamura. Urodził się na terytorium Formosa, które teraz jest w granicach Tajwanu. Nakamura dołączył do działań wojennych w 1943 roku, mimo że technicznie nie był obywatelem Japonii. Został wysłany na indonezyjską wyspę Morotai, którą amerykanie zaatakowali w listopadzie 1944 roku. Ponieważ Nakamura nie był uznawany za Japończyka, był wysyłany na najniebezpieczniejsze misje, praktycznie samobójcze. W przypadku Morotai kazano im za wszelką cenę okopać się i bronić wyspy przed znacznie większą i lepiej wyposażoną amerykańską armią. To była głupota, beznadziejna bitwa, której nie można było wygrać. Słabo zaopatrzone japońskie siły powoli wycofywały się do wnętrza wyspy, a ostatecznie kazano im ukryć się w lesie i toczyć wojnę partyzancką. Wielu z tych maruderów nie radziło sobie zbyt dobrze. Głodowali, chorowali, a ci nieliczni którzy przeżyli byli w zdezorganizowani. Sam Nakamura był samotnym wilkiem, czasem dołączał do jakiejś małej grupy, by zniknąć na pustkowiu bez śladu.

Nakamura zbudował dom na odległej polanie w górach Goroca. Uprawiał tam też czerwoną paprykę, banany i inny warzywa. Podejmował nawet próby udomowiania dzików i innych zwierząt. Odmawiał poddania się. Nakamura był bardzo zaradny i inteligentny w kwestii ukrywania swojej pozycji. Nie używał karabinu do polowań, by nie zdradzić swojego miejsca pobytu i stał się czymś w rodzaju zjawy. Po pewnym czasie nikt nie wiedział kim jest i skąd przybył. Kontynuował swoją izolowaną egzystencję, sporadycznie widywany jako półnagi dzikus. Jego dom pozostawał nieznany światu. Dopiero głośne poddanie się Hiroo Onody w 1974 roku przykuło uwagę na Nakamurze, który wciąż biegał na Morotai. Japońska ambasada w Dżakarcie poprosiła o pomoc w tropieniu tajemniczego żołnierza. W końcu udało im się zlokalizować polanę Nakamury, która później dostała nazwę "miasto Nakamury". Grupa indonezyjskich żołnierzy odbyła wstrząsającą trzydniową podróż przez gęstą dżunglę, cały czas obserwując otaczające ich drzewa. Gdy dotarli nie byli pewni przyjęcia. Wcześniej ćwiczyli japoński hymn narodowy i śpiewali zgodnie zbliżając się do polany. Mieli nadzieję, że to uspokoi agresywnego Nakamurę. Jednak zamiast wielkiego budzącego grozę wojownika znaleźli starego, brudnego, niedożywionego i najwyraźniej przerażonego Nakamurę. Został przeniesiony do szpitala w Dżakarcie. Później okazało się, że tak naprawdę był łagodną postacią, która zaprzyjaźniła się z miejscom myśliwym i nawet w pewnym momencie uratował młodą dziewczynkę przed niebezpieczeństwem. Nawet dostał przydomek "dobry Japończyk".

Niestety został wrzucony do nowego świata bez prawdziwego domu, tożsamości czy narodowości. Formosa już nie istniało, podobnie jak Cesarskie Imperium Japońskie, któremu służył. W istocie nigdy wcześniej nie był w Japonii, był nieśmiały i przerażony. Nie potrafił się przystosować, a ponieważ nie był obywatelem Japonii, nie otrzymał on żadnej rekompensaty za swoją służbę. Udało mu się otrzymać coś, z czego mógłby ledwo wyżyć. Nakamura zdecydował się powrócić na Tajwan w 1975 roku, gdzie przez jakiś czas szło mu lepiej. Odkrył, że ma syna, którego nigdy nie spotkał i żonę, która ponownie wyszła za mąż po tym jak przez dziesięciolecia uważano go za zmarłego. Umarł na raka płuc w 1979 roku.

Były też przypadki odkryć japońskich duchów na całym świecie. W Malezji dwóch japońskich cywilów również kontynuowało walkę. Ich przypadek jest nieco dziwny, ponieważ żaden z nich nie był żołnierzem. Chwycili za broń ze względu na swoje gorliwe przekonanie, że Japonia nie powinna się poddawać. W późniejszych latach walczyli z brytyjskim imperializmem i przystąpili do partyzanckich sił próbujących obalić rząd Malezji w latach pięćdziesiątych. Walkę zakończyli 2 grudnia 1989 roku.

Inny ciekawy przypadek pochodzi z 2005 roku, kiedy pojawiły się doniesienia o dwóch japońskich żołnierzach, którzy wciąż mieli grasować na odludziu na bezludnej wyspie Mindanao na Filipinach. Dwaj żołnierze to podobno Tsuzaki Nakauchi i Yoshio Yamakawa, którzy byli częścią 30 Dywizji Cesarskiej Armii podczas II Wojny Światowej. Obaj zostali uznani za zmarłych. Jednak podobno zyli w dziczy, choć ta historia jest często uważana za mistyfikację, prawdopodobnie propagandę organizacji terrorystycznej zwanej Moro Islamic Front i nie wiadomo co stało się z tymi żołnierzami. Ich historia jest znana tylko z doniesień prasowych, a ich ostateczne losy pozostają tajemnicą.

  • Lip 16th 2018
    Archeolodzy znaleźli 35 mumii i warsztat do mumifikacji, który ma 2000 lat.Nowe odkrycie rzuca światło na starożytną technikę mumifikacji jaką przeprowadzali Egipcjanie. Ujawnia niespotykane szczegóły nie tylko o procesie mumifikacji ale również na temat olejów jakie stosowano w tym procesie. Egipscy archeolodzy potwierdzili, że odkryli starożytny egipski cmentarz i warsztat do mumifikacji zlokalizowaną trzydzieści metrów pod powierzchnią w pobliżu nekropolii w Sakkarze, na południu od Kairu. Dr Ramadan Badry Hussein dyrektor projektu Saqqara Saite Tombs Project i profesor na Uniwersytecie w Tybindze opisuje to odkrycie jako rzadkie. Zdumiewający warsztat podziemnej mumifikacji dostarcza informacji na temat składu chemicznego olejów używanych przez starożytnych Egipcjan do mumifikacji zmarłych. Według doniesień odkrycia dokonano w kwietniu tego roku.   "Odkrycie zaoferowało ekspertom kilka rzeczy, ale przede wszystkim oleje i ich skład chemiczny, dzięki czemu możemy zidentyfikować dokładnie z czego się składały" powiedział Ramadan Badry Hussein, szef egipsko-niemieckiej misji, która odkryła to miejsce. W śród wielu
  • Lip 13th 2018
    Starożytne narzędzia i kości odkryto w Chinach przez grupę archeologów. Mogą być dowodami na to, że piersi ludzie opuścili Amerykę i przybyli do Azji dużo wcześniej niż sądzono. Odkrycie to sugeruje, że hominini opuścili Afrykę wcześniej, niż wynikało to z dowodów pozyskanych w Dmanisi. To odkrycie pokazuje w jaki sposób nasi przodkowie ponad dwa miliony lat temu skolonizowali wschodnią Azję skutecznie zmieniając historię, którą znamy. Odkrycia dokonano w Shangchen na południowym płaskowyżu lessowym przez zespół chińskich archeologów kierowanych przez Zhaoyu Zhu. Najstarsze przedmioty pochodzą sprzed 2,12 miliona lat i sa o 270 tyś lat starsze niż pozostałości kości i kamiennych narzędzi Dmenisi w stanie Georgia, miejsca w którym jak uważano znaleziono najstarsze dowody istnienie ludzi poza Afryką. "Znalezienie artefaktów, które jak się okazuje mają około dwa miliony lat - więc są najstarsze ze znanych poza Afryką - było dla mnie, jako paleoantropologa, naprawdę ekscytujące" mówi współautor badań Robin Dennell profesor
  • Lip 8th 2018
    Pavel Yakovlew dokonał wielkiego naukowego odkrycia w pobliżu swojej wioski w Jakucji. Uczeń piątek klasy odkrył "biżuterię" zdobioną antycznymi tureckimi napisami runicznymi. Wieś Pavla znajduje się około 100 km na północ od Jakucka, stolicy regionu.Uważa się, że cztery słowa zapisane są w skrypcie typu Orkhon-Jenisej. Takie pisma zwykle znajdowane były w sztuce naskalnej w Jakucji, zwanej również jako Republika Sacha, najzimniejszy region świata i największy w Rosji. Naukowiec Ninel Malysheva powiedziała "Jeśli zostanie potwierdzone, że ta kość znaleziona w Namsky jest autentyczna, będzie to wielkie naukowe odkrycie. Wymagane jest teraz kompleksowe badania z udziałem paleontologów, archeologów i turkologów".Prowadzone są badania dotyczące dokładnego datowania i odkodowania napisu w Muzeum Pisma, które należy do Północno-Wschodniego Uniwersytetu Federalnego (NEFU). Jedna z teorii głosi, że słowa wyrażają "dobre życzenie", ale naukowcy mają nadzieję odkryć ich dokładne znaczenie.   Innym przykładem tureckich runów jest tak zwana inskrypcja Petrowa. Jest to pismo wykonane farbą z ochry
  • Cze 11th 2018
    Chyba nie ma nic piękniejszego i bardziej ekscytującego w pracy archeologa jak tajemnicze odkrycie. Wtedy w każdym archeologu musi budzić się Indiana Jones. Takim niespodziewanym odkryciem jest tajemnicza komnata znajdująca się w świątyni pochodzącej z epoki brązu w Sydonie, w Libanie. Ukryta w ruinach świątyni została znaleziona przez pracowników z British Musemu w 2015 roku. Wysokość pomieszczenia to 4,5 metra. Sama komnata znajdowała się 7,5 metra pod ziemią. Pomieszczenie, uważane za przedłużenie starożytnej świątyni zawierało ceramikę i drewniane naczynia do jedzenia i picia. Były też artefakty do różnych rytuałów i uroczystości. Uważa się, że mogło to być pomieszczenie zarezerwowane dla osób o wysokim statusie.Daily Star donosi, że wcześniej odkryta komnata na stanowisku archeologicznym Sidon's Freres pochodziła z 1300 roku p.n.e. Komnata ta sąsiaduje z nowo odkrytą. Perska rzeźba z V wieku naszej ery. Szef zespołu Claude Serhal Doumit, mówi, ze znalezisko jest znaczące "Zablokowana przez umieszczenie nad nią budynku z
  • Cze 3rd 2018
    Hermes Trismegistus, postać owiana tajemnicą. Podobno jest autorem Corpus Hermeticum lub Poimandres. To seria świętych tekstów, które są podstawą hermetyzmu. Wielu autorów kojarzy go z greckim bogiem Hermesem, a także z egipskim bogiem Thothem. Thoth, był mocno związany z wiedzą, magią, pisaniem i rozwojem nauki. W mitologii egipskiej Toth odgrywa kluczową rolę w utrzymaniu porządku w kosmosie. Natomiast Hermes był nazywany bogiem religii i mitologii. Często był przedstawiany jako wysłannik i posłaniec bogów. Hermes Trismegistus jest często wymieniany w literaturze okultystycznej jako egipski mędrzec, który stworzył alchemię i rozwiną system metafizycznych przekonań, które są dziś znane jako hermetyzm. Dla wielu średniowiecznych myślicieli Hermes był pogańskim prorokiem, który ogłosił nadejście chrześcijaństwa. Wiązano z nim alchemię oraz Szmaragdowa Tablicę, która została przetłumaczona z łaciny na angielski przez Isaaca Newtona. Tłumaczenie odkryto wśród jego prac alchemicznych, które obecnie znajdują się w King’s College Library, Cambridge University. Brzmi ono:"Jest to prawda bez kłamstw, pewne
  • Maj 21st 2018
    Nammu to pradawna sumeryjska bogini matka. Urodziła bogów i stworzyła ludzkość. Pomimo swojej niezwykle ważnej roli, większość historii o tym bóstwie pozostaje tajemnicą. Niektóre informacje można uzyskać, patrząc na jej babiloński odpowiednik Tiamat. Wszystko dlatego, że Tiamat jest lepiej znana w źródłach literackich. Dzięki temu badacze mogą próbować wyjaśnić tajemnice otaczającą Nammu.Chociaż Nammu (lub Namma) nie pojawia się jako główna postać w żadnym ze znanych sumeryjskich mitów, to tylko w kilku nam znanych znajduje się wzmianka o niej. Wiele informacji jakie można się o niej dowiedzieć, pochodzi z odniesień na jej temat. Takim przykładem może być mit zatytułowany "Enki i Ninmach". Wspomina się w nim, że Nammu była pradawną matką, która urodziła dawnych bogów.W tym samym micie Nammu jest przedstawiana jako stwórca ludzi. Mit rozpoczyna się od opisu sposobu życia, jaki bogowie prowadzili przed stworzeniem ludzi. W tym czasie to bogowie musieli pracować: "Kopali kanały i perzyli muł w Harali".
  • Maj 20th 2018
    Archeolodzy twierdzą, że płyta z piaskowca w Dolinie Varde w Arizonie służyła jako kalendarz lub zegar. Oznaczono tam ważne sezony rolnicze i położenie Słońca. Każdego roku na początku lata w najdłuższy dzień w roku, na dwie skały pada cień, dokładnie na korzenie roślin kukurydzy i dwie tańczące postacie. Sześć miesięcy później Słońce świeci przez szparę pomiędzy skałami. Ten starożytny kalendarz pozostawał niezauważony przez stulecia, do momentu odkrycia go przez wolontariuszy w 2005 roku. Odkryto około 1000 petroglifów wyrytych w skale. Zrobiono je ponad 900 lat temu przez ludzie Sinagua. Ten lud na tym obszarze od VII do XV wieku i byli hodowcami, jak również uprawiali kukurydze, bawełnę, dynie i fasolę.Na skałach można zauważyć wszystkie ruchy Słońca, a wraz z nim odpowiadające mu obrazy, które pokazują znaczenie rolnicze lub ceremonialne.Petroglify podkreślają równonoc, przesilenie i inne ważne daty w ciągu roku.   Kalendarz nie jest jedynym w swoim rodzaju w Alei Verde.
  • Maj 17th 2018
    Jeżeli spojrzmy na nasze historyczne książki, odkryjemy, że koło wynaleziono w późnym neolicie i mogło powstać wraz z szeregiem innych udogodnień technologicznych, które pobudziły epokę brązu. Jednak wiele cywilizacji w tym Inkowie i Aztekowie, nie posiadali pojazdów, które miały koła. Najstarsze graficzne przedstawienia koła pochodzą ze starożytnych inskrypcji z miasta Ur (którego początki sięgają około 3500 lat p.n.e.), na terytorium dzisiejszego Iraku. Niestety nie znaleziono tam żadnych pozostałości kół. Z tego miejsca wynalazek miał rozprzestrzenić się w dość szybkim czasie na resztę świata. Uważa się, że starożytni Sumerowie wprowadzili szereg technologi, które nie były znane innym ludziom. Koło było jedną z takich technologii.Według historyków starożytna kultura Halaf (Syria) istniejąca w latach 6500-5100 p.n.e mogła używać pojazdu kołowego. Niestety tu również nie znaleziono dowodów na to, że Halfianie używali pojazdów kołowych albo nawet kół garncarskich. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, gdzie znajduje się najstarsze odkryte koło?Pomimo faktu, że to Sumerowie są
  • Maj 6th 2018
    Ślady pyłu i gruzu zarejestrowane przez anglosaskich astronomów mogą dowodzić istnienia tajemniczej planety X. Eksperci są przekonani, że przedstawienie komet dostrzeżone w tzw. ciemnych wiekach dostarczają wskazówek na temat miejsca pobytu hipotetycznego ciała niebieskiego. Naukowcy długo debatowali czy tajemnicza planeta nazywana Dziewiątą planetą lub planetą X, czai się na skraju naszego Układu Słonecznego.Niektórzy astronomowie sądzą, że istnienie rzekomej planety - która według nich jest dziesięciokrotnie większa od Ziemi 0 wyjaśnia dziwny sposób poruszania się odległych obiektów w kosmosie. Naukowcy są przekonani, że notatki Anglosasów w połączeniu z nowoczesnymi technikami mogą posłużyć do wykrycia kolejnej planety. Eksperci, w tym historyk i astronom z Queen's University w Belfaście, wysuwają swoje wnioski na podstawie badań anglosaskiej wiedzy o kosmosie. W ramach swoich badań łączą zapisy o kometach ze źródeł anglosaskich ze współczesnymi obrazami lodowych obiektów w tym z NASA i The Northern Ireland Amateur Astronomy Society. Łączą podejście historyczne i naukowe. Oczywiście eksperci
  • Kwi 26th 2018
    U-boot wraz załogą, która to transportowała pokonanych nazistów w tym podobno Adolfa Hitlera z Europy do Ameryki Południowej została odnaleziona po 73 latach na dnie morza. Naukowcy z Sea War Museum Jutland, którzy pracują nad projektem mapowania i ratowania wraków na Morzu Północnym, odkryli U3523 u wybrzeży Danii.U-3523 był jednym z okrętów typu XXI. Uważa się, że była to pierwsza klasa U-botów skonstruowana przez nazistów, które miały zdolność podróżowania pod wodą przez dłuższy czas. Ponadto, eksperci uważają, że U-3523 miał zasięg, który pozwolił mu płynąć do Ameryki Południowej bez zatrzymywania się. U-boot zatonął 6 maja 1945 roku. Został zatopiony przez B-24 Liberator. Tego samego dnia siły sprzymierzone zdołały wyzwolić Danię spod okupacji. Uważa się, że wszystkich 58 członków załogi poszło razem z nim na dno. Na początku myślano, że udało im się uciec. Teraz znaleziono okręt około 10 mil morskich na północ od miasta Skagen, jakieś dziewięć mil na zachód