poniedziałek, 05 luty 2018 00:00

"Duchy" japońskich żołnierzy.

Wojna niesie ze sobą różnego rodzaju ofiary. Tak też było podczas II Wojny Światowej, która ogarnęła naszą planetę niczym plaga i żarliwe ucztowała na większości kontynentów. W Polsce, żadko mówi się o wojnie na Pacyfiku. To tam istnieją opowieści o kilku japońskich żołnierzach, którzy walczyli przez lata, a nawet prze dziesięiolecia po oficjalnym zakończeniu wojny. Ci żołnierze utknęli w otchłani i w pewnym sensie stali się żywymi duchami, zagubionymi w świecie i uwięzionymi we własnej koszmarnej pętli. Oto niektóre z bardziej intrygujących opowieści.

Jednym z najbardziej znanych "duchów" japońskich żołnierzy był oficer wywiadu cesarskiej armii. Na imię miał Hiroo Onoda. Wywodził się ze stosunkowo normalnej rodziny i był pracownikiem firmy handlowej. Rozpoczął karierę w Carskiej Japońskiej Armii Piechoty, ale udał się na szkolenie i został oficerem wywiadu w stopniu porucznika. Onoda został wysłany na Filipiny wkrótce po tyj jak Japończycy najechali ten kraj 7 grudnia 1941 roku. Stacjonował na wyspie Lubang, położonej około 120 km na południowy zachód od Manili.

Amerykanie wyzwolili do marca 1945 roku wyzwolili Manilę i ruszyli dalej. Ale siły japońskie były w tych okolicach bardzo rozdrobnione i zdezorientowane, a wielu z nich kontynuowało wojnę partyzancką przez wiele lat. Jednym z nich był Onoda, który wraz z kilkoma innymi żołnierzami atakował wroga ilekroć nadarzała się okazja. W przeciągu kilku następnych lat jego towarzysze albo poddali się albo zginęli. Sam Onoda kontynuował walkę przez następne 29 lat. Onoda nie otrzymał informacji, o zakończeniu wojny, a nawet gdy usłyszał, że jego kraj się poddał nie chciał w to uwierzyć. W jego oczach wojna wciąż szalała, a on miał rozkazy i był im posłuszny. Żył samotnie w dżunglach Filipin. Napadał na farmy, kradł żywność lub zwierzęta, a także często strzelał do ludzi. Obserwował niebo w obawie przed bombowcami, a także drogi w obawie przed patrolami. Dbał o kondycje fizyczną i o własną broń. W swojej relacji opowiadał "Każdy japoński żołnierz był przygotowany na śmierć. Jako oficer wywiadu musiałem prowadzić wojnę partyzancką i nie umierać. Musiałem wypełniać moje rozkazy, bo byłem żołnierzem. Gdybym nie mógł tego wykonać, czułbym wstyd".

W miarę upływu lat podejmowano wiele wysiłków, aby wywabić Onodę i go schwytać, ale było to bezowocne. Nawet jego rodzina i przyjaciele próbowali przy użyciu ulotek czy głośników namówić go by wyszedł z lasu i zaprzestał walki. Niestety Onoda nie dał się przekonać. W głębi duszy wciąż był przekonany, że to wszystko jest pułapką wroga.

20 lutego 1974 roku poszukiwacz przygód Norio Suzuki udał się do dżungli w poszukiwaniu Yeti. To on odnalazł Onodę, który później opowiadał o swoim pierwszym spotkaniu z Suzuki. "Gdyby nie nosił skarpetek, mógłbym go zastrzelić. Ale miał na sobie te grube wełniane skarpety mimo, że nosił sandały. Wyspiarze nigdy nie zrobią czegoś tak absurdalnego. Spojrzał na mnie i zasalutował. Potem znów zasalutował. Ręce mu drżały, a przysiągłbym, że jego kolana też. Zapytał: Czy ty jesteś Onoda-san? Tak, jestem Onoda. Naprawdę, porucznik Onoda? Skinąłem głową i on kontynuował. Wiem, że miałeś długi i ciężki czas. Wojna się skończyła. Czy nie wrócisz ze mną do Japonii? Jego użycie uprzejmych zwrotów w języku japońskim przekonało mnie, że musiał wychować się w Japonii, ale zbytnio się spieszył. Czy on myślał, że mógłbym tak po prostu stwierdzić, że wojna się skończyła i szybko wrócę z nim do Japonii? Po tych wszystkich latach zdenerwowało to mnie".

Podczas spotkania, przekazał Suzuki, że jedynym sposobem by zszedł z pola bitwy to polecenie przełożonego. Niedługo potem wiadomość ta trafiła do przełożonego Onody, byłego majora Yoshimi Taniguchi, który od dawna stał się skromnym handlarzem książek. Taniguchi zgodził się wrócić na Lubang w 1974 roku, gdzie spotkał się ze swoim o 52 lata młodszym oficerem, który był teraz brudny i nieco przemęczony. Wciąż nosił swój stary mundur, karabin i miecz. Po tym jak Onoda poinformował Taniguchi o swoich dokonaniach i o zebranych informacjach, przełożony wyjaśnił mu, że wojna zakończyła się dawno temu. Odczytał mu nawet oficjalną deklarację poddania. Przewieziono go do Manili, gdzie podporządkował się prezydentowi Filipin, który następnie go ułaskawił.

Kiedy wrócił do rodzinnej Japonii jego historia była wielką wiadomością. Traktowano go jak bohatera. Po pewnym czasie napisał pamiętnik "No Surrender: My Thirty-Year War". Jednak Onoda nigdy tak naprawdę nie przystosował się do życia w domu, ani do nowoczesnego społeczeństwa, które mieniło się bardzo od czasu który pamiętał. Postanowił porzucić Japonię i udał się do Brazylii. Zamieszkał w małej odległej wiosce gdzie zajmował się hodowlą bydła. W 1984 roku postanowił ożenić się i wrócić do Japonii, gdzie stworzył szkołę przetrwania o nawie Onoda Shizen Juku. Zmarł w styczniu 2014 roku w wieku 91 lat na zapalenie płuc.

Innym znanym żołnierzem duchem był Shoichi Yokoi, który przed wojną był krawcem. W 1941 roku został powołany do służby w Mandżurii, po czym został wysłany do Guam. Po ataku na wyspę Guam przez Amerykanów, Yokoi i inni podobni do niego znaleźli się rozproszeni, pozbawieni przywódcy i pozostawieni sami sobie. W ciągu kilku lat ich liczba szybko zmalała, ale Yokoi przetrwał głownie dzięki swojej przebiegłości, zaradności i chęci jedzenia czegokolwiek. Węże, żaby, szczury, owady, ślimaki wszystko było w jego karcie dań. On był niezwykle utalentowany w wytwarzaniu pułapek. Wiedział jak zacierać ślady by uniknąć wykrycia. Wiedział jak się kamuflować i stworzył efektowne rozbudowane podziemne schronienie. Do 1964 roku wszyscy towarzysze Yokoi zmarli z różnych powodów.

Przez ten cały czas Yokoi był przekonany, że jego rodacy powrócą by go uratować, a w przeciwieństwie do Onody po prostu próbował pozostać przy życiu, aż nadejdzie ten dzień. Nie kontynuował swojej misji, chciał przeżyć. Stał się cieniem, był zdziczały i wykończony. Był stworzeniem z lasu, widmem. Od czasu do czasu był widziany przez tubylców i zyskał popularność podobną do Yeti czy Bigfoota. Po 28 latach tej niepewnej egzystencji 24 stycznia 1972 roku, Yoki został znaleziony przez lokalnych myśliwych. Obawiając się, że przyszli go zabić walczył chwytając ich karabiny i szamocząc się z nimi. Został schwytany. Sam błagał myśliwych by go zabili, a ciało zostawili w lesie. Dla niego było hańbą, że został schwytany.

Podobnie jak Onoda, Yokoi wrócił do Japonii. On również stwierdził, że nie jest w stanie ponownie przystosować się do życia w cywilizacji. Nie zaakceptował szybkiego rozwoju Japonii. Z powodu rozczarowania i braku akceptacji odbywał liczne podróże do Guam. Zmarł w 1997 roku w wieku 82 lat.

Sakae Oba, przed wojną był skromnym nauczycielem w cichej publicznej szkole. Dołączył do 18 Pułku Piechoty Cesarskiej Armii Japońskiej w 1934 roku. Walczył w Chinach podczas chińsko-japońskiej wojny w 1937 roku. Później po wybuchu II Wojny Światowej znów przydzielono go do Chin, a stamtąd na wyspę Saipan gdzie objął kierownictwo pułku. W lutym 1944 roku, on i około 600 innych mężczyzn zostało pozostawionych samotnie na Saipanie po tym jak ich statek, Sakito Maru został zatopiony przez amerykańską torpedę. Przegrupowali się by dołączyć do innych japońskich sił na wyspie. Niedługo potem rozpoczęła się bitwa o Saipan - 15 czerwca 1944 roku. Podczas ataku amerykańskich Marines Sakae Oba i jego ludzie ukryli się na górze Tapochau. Jednak bez nadchodzących dostaw, posiłków i wyczerpaniu amunicji wojska japońskie stanęły w obliczu klęski. Skazani na zagładę i zrozpaczeni postanowili wyjść w blasku chwały. Około 4000 ludzi przeprowadziło masowy samobójczy atak na wroga w dniu 7 czerwca 1944 roku. Zaskoczyło to Amerykanów, a bitwa zamieniła się w masakrę. Po zakończeniu rzezi, prawie każdy japoński żołnierz został zabity, a rząd japoński oświadczył, że wszyscy zginęli honorowo w wielkiej bitwie.

W rzeczywistości niektórzy przetrwali w tym Sakae Oba, który przejął dowództwo nad 46 osobami ocalałymi z masakry. Udali się na górę Tapochau by uniknąć wykrycia. Sakae Oba i jego żołnierze atakowali amerykańskie pozycje. Byli w tym tak dobrzy, że stali się cierniem po stronie Amerykanów. Marines prowadzili patrole, by wykryć grupę. Sam Sakae Oba zyskał przydomek Lis. Historyk i przewodnik turystyczny Gordon Marciano opowiadał o tym przezwisku "Był tak sprytny, że nawet gdy amerykańscy żołnierze ustawili kino na polu niedaleko obozu, to on się zakradał i oglądał sobie filmy".

Zastawiali na niego różne pułapki, ale on potrafił się wymknąć. Dodatkowo pomagał pojmanym Japończykom i zabierał ich w góry by ukryć się w jaskiniach. Często amerykanie przechodzili tuż obok niego, a on kamuflował się w taki sposób, że nie można było go dostrzec. Doprowadzało to do frustracji amerykańskich żołnierzy. Już po oficjalnym zakończeniu wojny, Sakae Oba i jego grupa nie chcieli uwierzyć, że to prawda. Nawet zdjęcia Hiroszimy po ataku były dla nich zwykłą podróbką. Swoją walkę prowadzili przez 16 kolejnych miesięcy, a ich grupa nieustannie nękała tysiące amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Saipanie. Dopiero w listopadzie 1945 roku Sakae Oba został przekonany do poddani się po długie walce. Generał dywizji Umahachi Amo pokazał mu, że II Wojna Światowa, rzeczywiście się zakończyła i przedstawił mu oficjalne pisma nakazujące mu i jego bojownikom ustąpienie.

Kiedy został odesłany do Japonii, nie otrzymał przywileju bohatera jakim cieszyli się Onoda i Yokoi. Był traktowany jako bezwartościowy tchórz, który utracił swoją szansę na śmierć w czasie samobójczego ataku. Jego los potoczył się lepiej niż wcześniejszych panów. Został odnoszącym sukcesy biznesmenem. Zmarł w wieku 78 lat 8 czerwca 1992 roku. Jego historia stała się przedmiotem kilku książek.

Jednym z ostatnich sławnych duchów był Teruo Nakamura. Urodził się na terytorium Formosa, które teraz jest w granicach Tajwanu. Nakamura dołączył do działań wojennych w 1943 roku, mimo że technicznie nie był obywatelem Japonii. Został wysłany na indonezyjską wyspę Morotai, którą amerykanie zaatakowali w listopadzie 1944 roku. Ponieważ Nakamura nie był uznawany za Japończyka, był wysyłany na najniebezpieczniejsze misje, praktycznie samobójcze. W przypadku Morotai kazano im za wszelką cenę okopać się i bronić wyspy przed znacznie większą i lepiej wyposażoną amerykańską armią. To była głupota, beznadziejna bitwa, której nie można było wygrać. Słabo zaopatrzone japońskie siły powoli wycofywały się do wnętrza wyspy, a ostatecznie kazano im ukryć się w lesie i toczyć wojnę partyzancką. Wielu z tych maruderów nie radziło sobie zbyt dobrze. Głodowali, chorowali, a ci nieliczni którzy przeżyli byli w zdezorganizowani. Sam Nakamura był samotnym wilkiem, czasem dołączał do jakiejś małej grupy, by zniknąć na pustkowiu bez śladu.

Nakamura zbudował dom na odległej polanie w górach Goroca. Uprawiał tam też czerwoną paprykę, banany i inny warzywa. Podejmował nawet próby udomowiania dzików i innych zwierząt. Odmawiał poddania się. Nakamura był bardzo zaradny i inteligentny w kwestii ukrywania swojej pozycji. Nie używał karabinu do polowań, by nie zdradzić swojego miejsca pobytu i stał się czymś w rodzaju zjawy. Po pewnym czasie nikt nie wiedział kim jest i skąd przybył. Kontynuował swoją izolowaną egzystencję, sporadycznie widywany jako półnagi dzikus. Jego dom pozostawał nieznany światu. Dopiero głośne poddanie się Hiroo Onody w 1974 roku przykuło uwagę na Nakamurze, który wciąż biegał na Morotai. Japońska ambasada w Dżakarcie poprosiła o pomoc w tropieniu tajemniczego żołnierza. W końcu udało im się zlokalizować polanę Nakamury, która później dostała nazwę "miasto Nakamury". Grupa indonezyjskich żołnierzy odbyła wstrząsającą trzydniową podróż przez gęstą dżunglę, cały czas obserwując otaczające ich drzewa. Gdy dotarli nie byli pewni przyjęcia. Wcześniej ćwiczyli japoński hymn narodowy i śpiewali zgodnie zbliżając się do polany. Mieli nadzieję, że to uspokoi agresywnego Nakamurę. Jednak zamiast wielkiego budzącego grozę wojownika znaleźli starego, brudnego, niedożywionego i najwyraźniej przerażonego Nakamurę. Został przeniesiony do szpitala w Dżakarcie. Później okazało się, że tak naprawdę był łagodną postacią, która zaprzyjaźniła się z miejscom myśliwym i nawet w pewnym momencie uratował młodą dziewczynkę przed niebezpieczeństwem. Nawet dostał przydomek "dobry Japończyk".

Niestety został wrzucony do nowego świata bez prawdziwego domu, tożsamości czy narodowości. Formosa już nie istniało, podobnie jak Cesarskie Imperium Japońskie, któremu służył. W istocie nigdy wcześniej nie był w Japonii, był nieśmiały i przerażony. Nie potrafił się przystosować, a ponieważ nie był obywatelem Japonii, nie otrzymał on żadnej rekompensaty za swoją służbę. Udało mu się otrzymać coś, z czego mógłby ledwo wyżyć. Nakamura zdecydował się powrócić na Tajwan w 1975 roku, gdzie przez jakiś czas szło mu lepiej. Odkrył, że ma syna, którego nigdy nie spotkał i żonę, która ponownie wyszła za mąż po tym jak przez dziesięciolecia uważano go za zmarłego. Umarł na raka płuc w 1979 roku.

Były też przypadki odkryć japońskich duchów na całym świecie. W Malezji dwóch japońskich cywilów również kontynuowało walkę. Ich przypadek jest nieco dziwny, ponieważ żaden z nich nie był żołnierzem. Chwycili za broń ze względu na swoje gorliwe przekonanie, że Japonia nie powinna się poddawać. W późniejszych latach walczyli z brytyjskim imperializmem i przystąpili do partyzanckich sił próbujących obalić rząd Malezji w latach pięćdziesiątych. Walkę zakończyli 2 grudnia 1989 roku.

Inny ciekawy przypadek pochodzi z 2005 roku, kiedy pojawiły się doniesienia o dwóch japońskich żołnierzach, którzy wciąż mieli grasować na odludziu na bezludnej wyspie Mindanao na Filipinach. Dwaj żołnierze to podobno Tsuzaki Nakauchi i Yoshio Yamakawa, którzy byli częścią 30 Dywizji Cesarskiej Armii podczas II Wojny Światowej. Obaj zostali uznani za zmarłych. Jednak podobno zyli w dziczy, choć ta historia jest często uważana za mistyfikację, prawdopodobnie propagandę organizacji terrorystycznej zwanej Moro Islamic Front i nie wiadomo co stało się z tymi żołnierzami. Ich historia jest znana tylko z doniesień prasowych, a ich ostateczne losy pozostają tajemnicą.

  • Kwi 19th 2018
    Pomimo tego, że badaliśmy naszych przodków, ich kultury, ich pochodzenie i styl życia, nie udało się nam odpowiedzieć na wiele pytań związanych z naszą przeszłością. Niezliczone zabytki rozsiane po całym świecie są przesłaniem starożytnych, którego nie potrafimy rozszyfrować. Struktury takie jak w Göbekli Tepe jak również na Wyspie Wielkanocnej czy na wyspie Moai, w Tiahuanaco i innych starożytnych miejscach na świecie.Jedną z najbardziej tajemniczych starożytnych świątyń na Ziemi znajduje się na terytorium współczesnej Turcji w mieście Urfa. Ten starożytny kompleks prawdopodobnie został wzniesiony w 9600 roku p.n.e.. Göbekli Tepe jest uważane przez wielu ekspertów za najstarszą świątynię na Ziemi pomimo tego, że niewiele wiemy na temat jej przeznaczenia. Te budowle są nie tylko ciekawe ze względu na swój wiek, ale również na symbolikę którą oferują. Jeżeli przyjrzymy się dokładnie Göbekli Tepe zauważymy dziwną symbolikę, którą możemy również znaleźć w wielu innych miejscach na świecie. Takim przykładem jest Wyspa Wielkanocna i
  • Kwi 12th 2018
    Dolina Bada znajduje się na wyspie Sulawasi w Indonezji, na terenie Parku Narodowego Lore Lindu. Główną atrakcją parku jest ponad 400 megalitycznych rzeźb rozsianych po całej dolinie. 30 z nich to antropomorficzne przedstawienia, niektóre z nich są porównywane do rzeźb moai z Wyspy Wielkanocnej, ale są tacy co porównują je do kosmonautów. Uważa się, że setki tych posągów sięgają XIV wieku. Nazywa się je w lokalnym języku Badaic watu (czyli po prostu kamień), a w indonezyjskim arca (statua). Cel budowy oraz budowniczy tych żeźb nie są znani. Zostały odkryte przez archeologów w 1908 roku. Ich istnienie lokalni mieszkańcy datują od co najmniej XIV wieku. Posągi z Doliny Bada są unikalne w całej Azji Południowo-Wschodniej ze względu na ich morfologię. Lokalne legendy kojarzą je z kultem przodków, ale także z ofiarnymi rytuałami, a nawet mitami o morderstwach przestępców i grabieżców:"Mówi się, że Tokala'ea jest gwałcicielem zamienionym w kamień; głębokie cięcia w
  • Kwi 5th 2018
    Jeżeli przyjrzymy się starożytnej mitologii azteckiej, odnajdziemy skarbnicę niesamowitych historii i fascynujących relacji z czasów, gdy giganci rządzili Ziemią.Mitologia Azteków, podobnie jak wiele innych mitologii na całym świecie, wspomina jak tysiące la temu olbrzymy rządziły ziemią. Legendy Azteków wyjaśniają jak budowano Wielką Piramidę Choluli i Miasto Bgoów - Teotihuacan. Nie nie budowali je zwykli ludzie tylko Gigant. Nazywał się Xelhua, który żył w czasach powszechnego potopu. Zgodnie z mitologią w zamierzchłych czasach Ziemia była zamieszkana przez gigantów, ale po masowej powodzi wszyscy olbrzymi zginęli. Xelhua, który przeżył zbudował to co znamy dzisiaj jako Cholula, największe stanowisko archeologiczne w świątyni w Nowym Świecie, a także największą piramidę jaką znamy. Xelhua chciał zbudować masywną strukturę tak wysoką, żeby sięgnęła nieba. Tonacatecutli, ojciec wszystkich bogów - stwórca i bóg płodności, uważał to jako obrazę i rzucił ogień z niebios. Kamień zabił wielu budowniczych powodując zatrzymanie budowy. Starożytna mitologia Azteków mówi nam że "Przed
  • Kwi 2nd 2018
    Muzeum Izraela w Jerozolimie po raz pierwszy pokarze rzadki fragment tajemniczego zwoju znad Morza Martwego, który został odkryty 70 la temu. Zwój opisuje życie Noego, Abrahama, Enocha i Lamecha, postaci z Księgi Rodzaju. Rękopis jest zwany jako "Geneza apokryficzna" jedyna znana istniejąca kopia starożytnego żydowskiego tekstu, który opowiada historie o pierwszej księdze Biblii. Ten rękopis, który jest częścią Zwojów z Qumran, pochodzi z I wieku p.n.e. i był jednym z pierwszych siedmiu zwojów znad Morza Martwego, które znaleziono na Zachodnim Brzegu w latach 40-50 XX wieku. Dokument, który zostanie udostępniony publicznie przez trzy miesiące jest napisany w języku aramejskim i opisuje życie Noego, Abrahama, Enocha i Lemecha i co najważniejsze fragmenty nie są pisane w trzeciej osobie, ale w pierwszej, czyli tak jakby te postacie opowiadały swoją historię. "To jedyna kopia tej księgi na Ziemi" powiedział Adolfo Roitman, kurator Muzeum Świątyni Izraela, gdzie znajdują się zwoje "W pewnym sensie mamy
  • Mar 28th 2018
    Niektóre obszary Amazonii, które wcześniej uważano za niezamieszkane, były domem prężnie rozwijającej się populacji mogącej liczyć nawet milion osób. Archeolodzy odkryli dowody, że w lasach tropikalnych znajduje się ponad 1500 umocnionych wiosek oddalonych oddalonych od głównych rzek. Co ciekawe podejrzewa się, że jeszcze nie odkrytych pozostaje 2/3 z nich.Analizują pozostałości węgla drzewnego i wydobytą ceramikę, naukowcy przebadali odcinek 2900 km w południowej Amazonii. Ten obszar był nieprzerwalnie wykorzystywany od 1250 do 1500 roku. Te kwitnące populacje zostały następnie zdziesiątkowane po przybyciu europejskich osadników i przez przyniesione przez nich choroby. Do tej pory archeolodzy zakładali, że starożytne społeczności wolały mieszkać w pobliżu dróg wodnych, ale nowe dowody pokazują, że byli w błędzie. To odkrycie wypełniło istotną lukę w historii Amazonii i dostarcza dalszych dowodów na to, że lasy deszczowe - niegdyś uważane za nietknięte przez ludzką rękę w rzeczywistości były pod silnym wpływem tych, którzy w nich mieszkali. Wszystko załamało się
  • Mar 25th 2018
    Archeolodzy odkryli ciała co najmniej dwunastki dzieci, które jak się uważa zostały poświęcone przez starożytną cywilizację Chimu. Naukowcy znaleźli grupę 47 grobowców wraz ze zbiorem ponad 100 przedmiotów ich datowanie to od 1200 do 1400 roku. Groby znajdowały się pod ulicami w Peru. Udało się im też odkryć dowody, które sugerują, że tym ludziom usuwano serca by spodobać się bogom. Znaleziono też kilka ceramicznych przedmiotów ozdobionych morskimi motywami, przybrzeżnymi zwierzętami i geometrycznymi kształtami. Odzwierciedlały one związek z morzem. Odkrycia dokonano na obszarze Huanchaco około 13 km od miasta Trujillo. Archeolodzy pracują tam w imieniu lokalnego samorządu przed budową nowych sieci wodociągowych i odwadniających. Víctor Campaña León szef archeologów powiedział, że dzieci znaleziono z nacięciami na klacte piersiowej, co mogło być próbą połamania żeber prawdopodobnie w celu usunięcia ich serc. Jedno z dzieci zostało pochowane z 39 muszlami należące do mięczaka zwanego kolczastą ostrygą. Były one najczęściej używane w peruwiańskich pochówkach.
  • Mar 8th 2018
    Stanowisko archeologiczne Sedeinga znajduje się w Sudanie sto kilometrów na północ od trzeciej katararkty Nilu, na zachodnim brzegu rzeki. Znane jest z tego, że znajduje się tam egipska świątynia królowej Tiye, żony Amenhotepa III. Jest tam także duża nekropolia z grobami z królestw Napata i Meroe (VII p.n.e do IV n.e)Dzięki prowadzonym tam pracom archeologicznym kierowanym przez naukowców z CNRS i Sorbonny w ramach Francuskiej Sekcji Sudańskiej Dyrekcji ds. Starożytności odkopano groby i stele. Napisy na nich stanowią jedną z największych kolekcji inskrypcji meroickich, najstarszego znanego obecnie języka czarnej Afryki. Nekropolia Sedeinga znajduje się na ponad dwudziestu pięciu hektarach i jest domem dla pozostałości co najmniej osiemdziesięciu ceglanych piramid i ponad stu grobowców. Program badawczy prowadzony jest tam od 2009 roku. Badacze koncentrują się na chronologii tego miejsca, co jest dosyć trudne, ponieważ do naszych czasów pozostało bardzo niewiele informacji na temat tej starej cywilizacji.   Naukowcy wykazali, że większość
  • Mar 4th 2018
    Tak zwane figurki Dogu są stosunkowo małymi humanoidalnymi postaciami stworzonymi pod koniec okresu Jōmon (14000 - 400 p.n.e.) w Japonii. Ciekawe figurki mają wiele dziwnych cech, które czynią je jednymi z najbardziej unikatowych dzieł sztuki antycznej na powierzchni planety. Jeśli się im przyjrzymy to przypominają kogoś w jakimś skafandrze. Mają coś w rodzaju kasku i okularach na oczach. Najciekawsze jest to, że figurki Dogu reprezentują bogów. Większość z nich ma piersi, małą talię i duże oczy. Wiele osób uważa, że reprezentują boginie. Wiele z nich ma też duży brzuch, co jest sugestią, że przedstawiają kobiety w ciąży. Według Metripolitan Museum of Art te figurki są powiązane z płodnością i szamańskimi rytuałami. Wykonane z gliny figurki mają wiele fascynujących form. Dogu mają zazwyczaj duże twarze, małe ręce, dłonie i zwarte ciało. Większość ma znaki na twarzach, piersiach i ramionach. Prawie wszystkie Dogu zostały odkryte w grobach lub kamiennych kręgach. Były odkrywane
  • Mar 3rd 2018
    Tysiące lat temu, cywilizacja Majów stała się jedną z najbardziej wpływowych cywilizacji w Mezoameryce. Potężni Majowie zajmowali terytorium od dzisiejszego Meksyku po Salwador. Byli jedną z dominujących sił w regionie, tworząc masywne miasta, szlaki handlowe i zapierające dech w piersiach świątynie i piramidy. Majowie wyróżniali się na kontynencie amerykańskim ze względu na swoje hieroglificzne pismo, jeden z nielicznych w pełni rozwiniętych systemów pisma na kontynencie. Wyróżniali się także ze względu na sztukę, architekturę i system matematyczny, astronomiczny i ekologiczny. Starożytni Majowie rozwinęła wyrafinowane formy sztuki wykorzystujące zarówno nietrwałe jak i trwałe materiały w tym jadeit, obsydian, ceramikę, rzeźbione kamienne pomniki, stiuki i drobne malowane freski. Majowie stworzyli wiele różnorodnych struktur architektonicznych i pozostawili rozległą spuściznę architektoniczną, która umieściła cywilizację Majów wśród wielkich cywilizacji preindustrialnych świata. Krótko mówiąc Majowie byli cywilizacją niepodobną do żadnej innej w Ameryce. Ze względu na ich bardzo duży poziom zaawansowania, wielu badaczy zastanawia się czy jest
  • Lut 13th 2018
    Naturalnej wielkości rzeźby wielbłąda z przed 2 tyś lat znaleziono na Saudyjskiej pustyni. Wiele takich artystycznych przedstawień wielbłądów już znajdowano w tym regionie, ale to opisano jako bezprecedensowe. Zespół badaczy Franco-Saudi badał okolice w prowincji Al Jawf w północno zachodniej Arabii Saudyjskiej. Rzeźby, niektóre niekompletne zostały wyrzeźbione w trzech skalistych miejscach. Badacze byli w stanie zidentyfikować kilkanaście płaskorzeźb przedstawiających wielbłądy. Dlaczego twórcy postanowili wyrzeźbić te zwierzęta w tak niedostępnym miejscu na razie pozostaje tajemnicą. Naukowcy sugerują, że obszar ten mógł być kiedyś miejscem kultu lub może używano tych rzeźb jako znaki graniczne. Badania przeprowadzono przez instytut Center National de la Recherche Scientifique we Francji i Saudi Commission for Tourism and National Heritage. Badali tą okolicę w 2016 i 2017 roku.   Archeolog Guillaume Charloux inżynier ds. badań powiedział "Chociaż naturalna erozja częściowo zniszczyła niektóre prace, jak również wszelkie ślady narzędzi, byliśmy w stanie zidentyfikować kilkanaście reliefów o różnej głębokości reprezentujące